Najlepsze rumy z Azji – test porównawczy

Myśląc rum, mówisz Karaiby.

To oczywiście stereotyp, choć wcale nie pozbawiony sensu. Ilość rumów, które wychodzą z obszaru Karaibów i Ameryki Środkowej zalewa świat taką ilością i różnorodnością, że zapominamy o innych regionach takich jak Afryka, Australia, Europa czy Azja. Tym artykułem chciałbym spróbować przybliżyć Wam rumy właśnie z obszaru Azji. Nie tylko dlatego, że jest kolebką pochodzenia trzciny cukrowej, ale również dlatego, że to rumowy kierunek geograficzny, który może mocno namieszać, a i wielu producentów wiąże z nim wielkie nadzieje biznesowe.

Obszar w Azji, na którym znajdują się plantacje, oraz który odpowiada za największą w tym regionie produkcję rumu znajduje się w jej południowo-wschodniej części. Kraje, w których przede wszystkim rum jest produkowany to Indonezja, Tajlandia, Indie, Filipiny, Japonia, Kambodża, Wietnam, Laos.
Wbrew naszym przekonaniom oraz temu co myślimy, Azja pod względem ilościowym sprzedaje najwięcej rumów na świecie. Wynika to oczywiście z wielkości populacji. Natomiast niestety z uwagi na potrzebę wyprodukowania taniej wersji tego alkoholu, większość z nich ma bardzo niską jakość, którą producenci często starają się zamaskować pod przykrywką różnego rodzaju dodatków. Tak więc ogólnie patrząc to reputacji azjatycki rum najlepszej nie ma. Szczególnie wśród konsumentów lubiących spożywać go na czysto.

Myślę, że pojawienie się nowych wydań, wzrost produkcji oraz ogólnie większa uwaga na wysokojakościowy rum jest efektem gwałtownego wzrostu jego popularności. Ci producenci z terenów azjatyckich, którzy śledzą te trendy i zdecydują się wprowadzić do swojego portfolio rum, który będzie odpowiadał tym trendom mają największą szansę na rozwój w zarówno w skali globalnej jak i na swoim lokalnym rynku.

Po wielu rozmowach z osobami z tamtych stron, wszystko wskazuje na to, że na ten moment krajem najbardziej otwartym i w pewnym sensie przygotowanym na rum klasy premium jest Singapur. Myślę, że z biegiem czasu pozostałe zaczerpną od niego tę modę w mniejszej bądź większej skali. Natomiast im dalej od wielkich aglomeracji, tym bardziej należy spodziewać się, że głównym nurtem nadal pozostanie tani i kiepskiej jakości trunek. Jest w tym pewna prawidłowość.

Ale do rzeczy, bo to artykuł o charakterze degustacyjnym, a nie biznesowym.
Na jego potrzeby, postanowiłem pozbierać kilka pozycji rumowych, które w pewnym sensie były pod ręką:
(w kolejności alfabetycznej)
– Batavia Arrack Indonezja
– Batavia Arrack Sherry Finish Indonezja
– Don Papa 7 Filipiny
– Don Papa 10 Filipiny
– Kiyomi Japonia
– Naga Double Cask Indonezja
– Naga Triple Wood Indonezja
– Nine Leaves, American Oak Japonia
– Nine Leaves French Oak Japonia
– Nusa Cana Indonezja
– Old Monk Indie
– Phraya Elements Tajlandia
– Phraya Gold Tajlandia
– Rum&Cane Asia Pacific Indonezja/Fiji
– Ryoma Japonia
– Samai Kambodża
– Sampan Wietnam
– Teeda 5 Japonia

Oczywiście ta lista nie wyczerpuje sprawy, natomiast jej różnorodność powinna wystarczyć do zobrazowania tego kierunku na tyle, by złapać wyobrażenie, czego się po nim spodziewać. Ale podkreślam – wyobrażenie, a nie konkret. Po konkret to musisz przyjść już sam i przetestować to na własnym podniebieniu.

No dobra, zacznijmy ten przegląd…

Batavia Arrack Indonezja
Batavia Arrack Sherry Finish Indonezja
Batavia Arrack produkowany jest z melasy na wyspie Jawa w procesie destylacji alembikowej. Na etapie fermentacji przed dodaniem do melasy drożdże miesza się ze sfermentowanym czerwonym ryżem. Następnie płyn leżakuje kilka miesięcy w beczkach z drzewa tekowego, po czym transportowany jest do Holandii i tam przenoszony do dębowych beczek. Ostatecznie jest to mieszanka destylatów w wieku od 3 do 8 lat. I dokładnie taka jest deklaracja na butelce – do 8 lat.
Butelka to prosty walec z przezroczystego szkła z owiniętym na szyjce sznurem zamknięta syntetycznym korkiem. Etykieta stylizowana na szary papier z wypisaną drobnym druczkiem historią oraz skrótowo procesem produkcji. Butelkowanie o mocy 48%.
Zapach
Przede wszystkim zacznę od tego, że nie należy wąchać tego płynu wprost z butelki, bo sznur skutecznie zaburza odczuwanie zawartości. A więc jak już jesteśmy w kieliszku, jest łagodny, jabłka, słodkawy, bardzo delikatna beczka, bananowy biszkopt
Smak
Trochę dębu, słodkich owoców, jabłek, gałka muszkatołowa
Finisz
Fajny, średnio-długi, jabłka, banany
Rum sam w sobie określiłbym nienarzucającym się, a charakter jako łagodny i słodkawy, pomimo braku dodatku cukru. Taki o sobie ciekawy rumik, jako alternatywa dla suchych rumów z Ameryki środkowej.

Wersja Sherry Cask różni się procesem dojrzewania, mimo, że trwa również do 8 lat. Beczki z Holandii wysyłane są do Danii na dodatkowy finisz w beczkach po PX Cherry, w których spędził 4 miesiące. Następnie rum wraca do Holandii, w gdzie jest butelkowany z mocą beczki i zawartością 59,5% alkoholu. Edycja limitowana – moja butelka ma nr 02/73. Etykiety stylizowane na stary, szary papier zawierają wszystkie niezbędne informacje, co daje duże poczucie autentyczności zawartego w butelce płynu.
Zapach
dużo nut owoców leśnych, winogron i wiśni, bardzo delikatna beczka, łagodny, przyjemny
Smak
intensywny, rozgrzewający ale nie drapiący pomimo zawartych procentów, owoce leśne, wiśnie, czekolada gorzka
Finisz
średnio-długi, najpierw ustępuje moc, zostaje czekolada

Don Papa 7 Filipiny
Don Papa 10 Filipiny
Rzadko widuję produkt, który tak bardzo dzieli dwa światy konsumentów. Kontrowersyjny jak mało co. Jedni go uwielbiają, inni po jego spróbowaniu nigdy więcej nie chcą o nim słyszeć, a podczas gdy jedne sklepy nie chcą mieć go w swojej ofercie, inne biją na nim rekordy sprzedaży. No i weź bądź tu mądry…

O co chodzi?
Przede wszystkim o poziom dodatków, który dla jednych nie ma znaczenia, a dla drugich jest absolutnie nie do zaakceptowania. Pod całkiem fajnym marketingiem w postaci pięknych, kolorowych etykiet oraz opakowań dostajemy – nie wiedzieć czemu – ogromną porcję dodatków w postaci gliceryny i waniliny. Taki poziom dodatków może mieć moim zdaniem dwie przyczyny – albo stanowi ratunek dla mało wartościowego destylatu, albo producent dokładnie tak sobie to wymyślił i opracował recepturę wiedząc, że takim profilem zdobędzie wielką rzeszę wielbicieli. Pierwsze oczywiście nie do potwierdzenia i udowodnienia, drugie jak najbardziej prawdopodobne.

Produkowany z najlepszych surowców oraz starzony w dębowych beczkach przez okres 7 lat. Zawartość alkoholu – prawie niewyczuwalne 40%. To w zasadzie jedyne informacje, jakie trafiają od producenta. Fakty są takie, że dzięki tym dodatkom dostajemy bardzo słodki, łagodny i łatwy do picia mocny alkohol. Pierwsze skrzypce w Don Papa gra słodycz i wanilia, które od zawsze smakują przywołując piękne wspomnienia, czy to z dzieciństwa, czy ciastkarni. Różnica między 7 a 10-letnią wersją jest w poziomie odczuwalnej słodkości, która jest nieznacznie niższa w 10-tce oraz dochodzi zapach i smak palonego karmelu, na jaki trafiam w ciemnych piwach. Po raz kolejny szata graficzna absolutnie nie zawodzi, a jej srebrno czarny charakter dodaje mistycyzmu. Zawartość alkoholu 43%. Butelka zarówno dla wersji 7, jak i 10-letniej są takie same niska, szeroka i pękata zamknięta naturalnym korkiem.

Zapach
wanilia, budyń waniliowy
Smak
łagodny, bardzo słodki, syropowaty, wanilia
Finisz
krótki, dość cierpki, cukier z czasem ustępuje smakowi gorzkiej pomarańczy.

Generalnie nie poznałem chyba osoby, która krocząc przez świat rumu nie spróbowała choć raz rumu Don Papa. Jedni szybko przez to przeszli, inni zatrzymali się na chwilę. Są też i tacy co zostali na dłużej i są mu cały czas wierni. Ma nawet swój fanklub. Naturalne jest to, że ile ludzi tyle gustów. Jestem niezwykle daleki od tego, aby w jakikolwiek sposób to oceniać. Znam osoby, do których bez wątpienia zaliczam się też ja, które przeszły przez całą słodką kategorię, i która na początku oczywiście smakowała. To było łatwe, przyjemne, niezobowiązujące, i myślę, że w pewnym stopniu nawet uzależniające. Potem przyszły kolejne i następne, które z biegiem czasu wyparły wszystkie rumy o słodkim charakterze. Gdybym mógł, życzyłbym sobie, aby każda osoba pijąca rum przeszła podobną drogę, pojechała na kilka festiwali, spróbowała kilkadziesiąt rumów, wzięła udział w kilku degustacjach i dopiero po tym wyrobiła sobie opinię oraz ostatecznie podjęła decyzję, co jej najbardziej smakuje. Dopiero i tylko wtedy z czystym sumieniem zrozumiem chęć powrotu takiej osoby do słodkich rumów, niezależnie od tego czy będzie to Don Papa, czy którykolwiek inny mu podobny.

Kiyomi Japonia
Teeda 5 Japonia
Kiyomi produkowany jest przez firmę Helios na japońskiej wyspie Okinawa w procesie wydłużonej, bo 30-dniowej fermentacji melasy oraz destylacji kolumnowej. Destylat jest później przechowywany w zbiornikach ze stali nierdzewnej przez 6 miesięcy stopniowo obniżając zawartość alkoholu z 60, do 40%, z którym jest butelkowany. Rum nie jest starzony, dzięki czemu zachowuje w zasadzie wszystkie cechy świeżego destylatu. Zaraz po otwarciu zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Natychmiast przypomniało mi to ulubioną ostatnio przeze mnie aquardiente. W miarę spożywania łagodnieje i staje się pijalny na tyle, że można go doświadczać na wszelkie możliwe sposoby – na czysto, z przekąskami, a i w moim daiquiri też by się świetnie sprawdził.
Prostokątna butelka z przezroczystego, grubego szkła zamknięta naturalnym korkiem.
Zapach
Lekki, świeży, owoce egzotyczne – głównie ananasy, kwiatowy, słodki, bardzo przyjemny, alkohol prawie w ogóle nie wyczuwalny
Smak
Delikatny, przyjemny, łagodne potwierdzenie zapachów
Finisz
Słodko-gorzkie, słonawe, oliwki, troszkę owocowości

Teeda 5 wyprodukowany przez tę samą firmę co Kiyomi – Helios. Różnica w procesie produkcji dotyczy jedynie długości fermentacji – nie 30 dni, a 14. Teeda 5 jest efektem starzenia w beczkach po burbonie oraz blendingu destylatów o wieku dojrzewania od pięciu do piętnastu lat. Zgodnie z deklaracją producenta nie zawiera żadnych dodatków słodzących i barwiących. Zabutelkowany do małej, prostokątnej butelki z plastikową nakrętką. Jest tak mała, że aż trudno uwierzyć, że ma 700ml. Etykieta stylizowana na stary, poszarpany papier – fajna, klimatyczna.
Zapach
delikatny i świeży, owoce egzotyczne, wanilia, dąb, popsuty ananas
Smak
delikatny, lekko dębowy, wanilia, toffi, oliwki, słonawy
Finisz
to stopniowo ustępujące smaki, średnio długi

Naga Double Cask Indonezja
Naga Triple Wood Indonezja
Kolejny rum produkowany na wyspie Jawa. Jest blendem prawie wszystkiego co ma związek z procesem. Powstaje w wyniku fermentacji melasy z dodatkiem czerwonego ryżu, procesu destylacji kolumnowej oraz alembikowej, oraz starzenia w beczkach z drzewa tekowego oraz w beczkach po burbonie. To wszystko powoduje, że bukiet zapachowo-smakowy może nie jest bardzo trwały, ale jest niezwykle złożony. Zalany do ciemnej butelki w mocy 40% alkoholu. Etykieta poza samym motywem przedstawiającym indonezyjskie smoki w ciele węża często pojawiającym się w tamtejszej kulturze, mówi nam na prawdę niewiele. Niestety nie ma też informacji o wieku rumu. Producent deklaruje, że pierwsze starzenie w teku trwa 3 lata, a kolejne 4 spędza w burbonie, więc należy wierzyć, że to 7-letni rum i tyle. Ja bym go określił łatwym i pijalnym, zdecydowanie jeden z takich na tzw „początek przygody”.
Zapach
Łagodny, czekolada, kakao, kawa, wanilia, karmel, słodka pomarańcza, owoce egzotyczne, rodzynki, śliwki.
Smak
potwierdzenie zapachów wzbogacone pieprzem
Finisz
lekko wytrawny, umiarkowanie długi, kawa, gorzka czekolada

Triple Wood jest moim zdaniem dużo fajniejszy od swojego poprzednika. Co się zmienia? Jedynie to, że tamta mieszanka ląduje na dodatkowy rok do beczek po cherry. A więc mowa tu już o 8-letnim rumie. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę na jeden fakt. Firma została założona 2016 roku, a już w 2018 wydała pierwszą wersję 6-letniego Double Cask. Logiczne jest więc, że właściciele swój pierwszy rum musieli kupić z innej destylarni. Tak samo jak nie wiadomo, czy nie dzieje się tak do dziś. Niewykluczone, że tak właśnie jest, a właściciele robią biznes rozprowadzając tę mieszankę na świat. Świat rumu zna kilka takich historii. Tak czy siak, całkiem fajny rum. Pokazał trochę więcej charakteru niż Double, jest troszkę słodszy, i bardziej wyrazisty. Zabutelkowany z mocą 42,7%. Oba zamknięte syntetycznym korkiem.

Nine Leaves American Oak Japonia
Nine Leaves French Oak Japonia
Obie „Połówki Anioła” od Nine Leaves to sześciomiesięczne rumy starzone w nowych beczkach, jeden w amerykańskim białym dębie, a drugi we francuskim limousin. Angel’s Half są najmłodszymi starzonymi rumami z tej destylarni. Tworzone z brązowego cukru muscovado oraz destylowane w alembikach. Destylarnia Nine Leaves znajduje się w prefekturze Shiga na wyspie Honsiu. W pełni kraftowa robota. Cały proces zachodzi ręcznie począwszy od produkcji po napełnianie i naklejanie etykiet. Zajął się tym Pan, który wcześniej pracował w fabryce Toyoty przy produkcji części. Przeszedł kilkudniowe szkolenie w destylarni Chichibu, zamówił alembik od Forsythe, przerobił pod swoją potrzebę, po czym przywiózł cukier z jednej z wysp alchipelagu Okinawy i zrobił rum, który chwilę później zaczął zdobywać uznanie i medale. Można? Tylko pogratulować!
Butelki, pomimo że sprowadzane z Francji w swoim stylu dają wrażenie w 100 procentach japońskich. Prostota, elegancja, minimalizm, doskonałość i majestatyczność. Tak je widzę. Czyste, przezroczyste szkło, wysoka i smukła zamknięta korkiem osadzonym w gumowej obudowie – czysto, estetycznie i klimatycznie. Koniec tych zachwytów – podoba mi się i tyle.
Zapach
oba lekkie, bardzo delikatne, świeże z nutami dębu, wanilii, owoce egzotyczne, French oak sprawia wrażenie łagodniejszego.
Smak
potwierdzenie zapachów, bardzo delikatny na wejściu, po czasie wychodzi lekki pazur, po czym ustępuje zostawiając za sobą odrobinę pieprzu, wanilii, dębu
Finisz
suchy, średnio-długi, mleczna czekolada, migdały, banany

Nusa Cana Indonezja
No i znowu Jawa. Fermentacja melasy z dodatkiem czerwonego ryżu oraz destylacja w starych, chińskich alembikach, po czym zostaje zalany do beczek z drzewa tekowego. Butelka, którą mam pochodzi z rynku australijskiego, na który jako jedyny została zalana w mocy 37,5%. Mam wrażenie, że ta pozycja została stworzona przede wszystkim na potrzeby tworzenia koktajli. Sam destylat bez jakiegoś szczególnego szału.
Zapach
delikatnie wyczuwalny z przebijającym się alkoholem, owoce, banany, kokos
Smak
młody kokos, niedojrzały banan, troszkę pieprzu
Finisz
gładkie i krótkie.
Mógłbym o nim powiedzieć, że prawdopodobnie jest to jeden z tych rumów, które lepiej smakują na egzotycznej plaży i wczasach all inclusive popijany z kokosa, ale w domu to już tylko wspomnienie wymagające mocnego wytężenia wyobraźni.

Old Monk Indie
Jedna z najbardziej znanych marek rumu w Indiach i jednocześnie z najwyższą sprzedażą. I to byłoby na tyle z oficjalnych informacji. Z pozostałymi pójdziemy na logikę. Indie są drugim (lub pierwszym obok Brazylii) producentem melasy. Więc najpewniej właśnie z niej będzie ten rum. Następnie kierując się wielkością sprzedaży rzędu 25 mln butelek rocznie proces produkcji MUSI być jak najszybszy, a to jest w stanie zagwarantować jedynie multikolumna (czyli jak najwięcej, jak najszybciej i raczej jak najtaniej). Nie ma też szans na jakiekolwiek starzenie. No bo kiedy miałoby to się niby wydarzyć? Realnie niezwykle trudne z tendencją do niemożliwe. A więc skoro ten rum ma smak i zapach, którego nie dała mu multikolumna, i bardzo ciemną barwę, którego nigdy nie dała mu beczka? To szczerze mówiąc chyba żałuję, że straciłem na ten rum swój czas i pieniądze. Jedynym wytłumaczeniem dla mnie jest fakt, że kupiłem go ze 4-5 lat temu dla butelki i trochę z ciekawości. I teraz uwaga – czy spotkaliście się kiedyś z tak dobarwionym rumem, który zostawia reszki barwnika na gwincie pod zakrętką? No. Bo ja nie. Do teraz… Butelkowany w mocy 42,8% wróci na półkę na kolejne lata.
Ale skoro już pytacie, to:
Zapach
palony karmel, kakao, orzechy, kawa, melasa,
Smak
słodko-gorzki, mniej więcej potwierdzenie zapachu z bardzo lekko wyczuwalnym alkoholem
Finisz
dość krótki, ostrawy, palony karmel, gorzka czekolada

Phraya Elements Tajlandia
Phraya Gold Tajlandia
Rum Phraya produkowany jest przez firmę SangSom Co. Ltd. zlokalizowaną w prowincji Nakhon Pathom, niecałe 30km na zachód od centrum Bangkoku. SangSom należy do największej grupy alkoholowej ThaiBev i produkuje również inne rumy, m.in. Mekhong oraz SangSom. Pierwszy rum wyprodukowała w 1977 roku i od tamtej pory zyskała miano największego producenta rumu w tym kraju. Były to co prawda rumy o charakterze ekonomicznym, i prawdopodobnie też dlatego w 2011 roku firma zdecydowała się uruchomić produkcję rumu Phraya, jako przedstawiciela rumu premium i jednocześnie najlepszego reprezentanta produkowanych przez siebie marek. A więc można założyć, że 10 lat temu firma SangSom zrobiła krok, do którego niektórzy producenci dojrzewają dopiero teraz.
Nazwa – Phraya („prai-ah” – najwyższy rangą) to oznaczenie nadawane przez króla odzwierciedlające wyjątkowość lub wybitność.
Producentowi, zgodnie z filozofią starożytnego orientu zależało na duchowym spojrzeniu na najlepszy ze swoich rumów wykorzystując i łącząc ze sobą w odpowiednich proporcjach cztery żywioły:
Ognia – nawiązanie do wypalonych ogniem dębowych beczek.
Ziemi – nawiązanie do trzciny cukrowej rosnącej na żyznych glebach
Powietrza – nawiązanie do dojrzewania w chłodnej wodnej lagunie rzeki
Wody – jako nawiązanie destylowanych wód z pobliskiej rzeki Ta Chin.
Rum Phraya poddawany jest procesowi 48-godzinnej fermentacji melasy oraz destylacji kolumnowej. Producent deklaruje brak jakichkolwiek dodatków słodzących i smakowych. To dość zaskakujące (pozytywnie), bo przypomina profilem niektóre rumy z Ameryki Środkowej, do których producenci czasami dodają to i owo. Ostatecznie płyn to mieszanka rumów dojrzewających w beczkach po burbonie przez okres 7-12 lat.
Butelka Phraya Gold jest naprawdę ładna. Wysoka, prosta, otoczona błyszczącą siatką koloru złotego. Daje poczucie luksusu i wyjątkowości. Motyw wspomnianej siatki, jak się dobrze przyjrzeć podzielony jest na 4 elementy/poziomy nawiązujące do wspomnianych żywiołów. Elegancka, szykowna i zachwycająca – dokładnie takie wywarła na mnie wrażenie, gdy pierwszy raz wziąłem ją do rąk. Dziś w dalszym ciągu uważam, że z powodzeniem może stanowić udany prezent.
Zapach
Toffi, wanilia, orzechy, miód, bardzo delikatnie beczka
Smak
Słodkawy, gładki, karmel, orzechy, miód, wanilia
Finisz
Średnio długi, wanilia, dąb,
Phraya Elements niedawno wprowadzony na rynek zdaje się stać troszeczkę w cieniu swojego starszego brata. Daje wrażenie głębszego, gładszego, bardziej skórzastego i beczkowego. Jest też trochę ciemniejszy od wersji Gold. Jest od niego tańszy i stanowi całkiem dobre uzupełnienie rumów azjatyckich oraz może okazać się sporą konkurencją dla wielu rumów karaibskich. Generalnie obie te pozycje różnią się od większości znanych mi rumów z tamtych stron jak i tych, które wzięły udział w tym zestawieniu. Są dość lekkie, nieskomplikowane i całkiem przyjemne do picia solo.

Rum&Cane Asia Pacific Indonezja/Fiji
To mieszanka rumów produkowanych w Indonezji na wyspie Jawa oraz wyspie Fidżi. Pierwszy składnik to rum wytwarzany w wyniku fermentacji melasy z dodatkiem czerwonego ryżu oraz destylacji alembikowej. Drugi jest bez dodatku ryżu, i powstał w wyniku destylacji kolumnowej. Obie starzone w beczkach po burbonie oraz mieszane prawdopodobnie w E&A Sheer, gdzie ostatecznie jest butelkowany o mocy 43%. Butelka nietypowa, powiedziałbym zjawiskowa, nazywana czasem UFO. Fajna, ciekawa bardzo. Płyn sam w sobie jest o tyle interesujący, że jest mieszanką różnych procesów. To młode rumy w wieku 3-5 lat, więc intensywność nie jest przesadzona, tym bardziej, że zadeklarowano brak dodatków, więc kupujesz „nie podkręcony” rum, który zasmakuje ci jeśli wolisz łagodne i delikatne doznania. Przy tak młodym rumie fakt, że nie jest on szczypiąco-gryzący daje poczucie dobrej produkcji i zmieszania. Fajny – nie narzucający się.
Zapach
łagodny, delikatnie słonawy, pieprzny, ziemisty, owoce, trochę wanilii
Smak
lekko pikantny, banany, troszkę pieprzu, delikatna wanilia,
Finisz
suchy, średnio-długi, skórka banana

Ryoma Japonia
Produkuje go firma Kikusui na północnym wybrzeżu wyspy Honsiu, znana głównie z produkcji sake. Mamy informacje, że destylowany jest prawdopodobnie kolumnowo z soku trzciny rosnącej na wyspie Sikoku. Dojrzewa 7 lat w beczkach z amerykańskiego dębu oraz butelkowany jest z mocą 40%. Mała, pękata, czarna butelka zamknięta zakrętką.
To doskonały przykład kiepskiego pierwszego wrażenia, które zmieniło się z wiekiem, które przetestowałem na własnym podniebieniu. To również idealny przykład tego, że jeśli podchodzisz do spożywania degustacyjnie, i któryś rum ci nie podejdzie – koniecznie wróć kiedyś do niego. Można czasem się bardzo zdziwić jakie zmiany mogą zajść nie tyle w rumie, co w twoim odczuwaniu.
To nadal nie będzie mój ulubiony rum, ale na pewno nie patrzę na niego tak krytycznie jak przez ten cały czas. A jednak trochę lat to było.
Zapach
dość łagodny, słodkawy, mokra tektura, dojrzałe morele, ananasy, kwiaty
Smak
na początku pieprzny, od razu łagodnieje, słodkawy, owoce, winogrona, wanilia
Finisz
łagodny, dość szybko znika pozostawiając za sobą coś w rodzaju gorzkiej jaśminowej lub zielonej herbaty

Samai Kambodża
Wykonany z lokalnie uprawianej trzciny cukrowej, prawdopodobnie z soku oraz destylowany w alembiku. Następnie starzony w sumie przez okres do dwóch lat z wykorzystaniem 3 rodzajów beczek – amerykańskiego dębu, francuskiego dębu oraz po cherry. Powstaje w nowej destylarni założonej przez parę imigrantów z Wenezueli. Finalny produkt zawiera niewielki akcent miodu, który dodawany jest na etapie starzenia. Z tego powodu rum trochę łagodnieje, ale jest bardzo przyjemny do picia solo. Zawiera nuty, ale nie jest przesłodzony. Całkiem zgrabnie to wyszło. Butelka prosta, walec, przezroczyste szkło, naturalny korek, zabutelkowany w mocy 41%.
Zapach
owoce, wanilia, beczka, karmel, miód
Smak
łagodny, owocowy, karmel, wanilia, delikatny miód, dąb
Finisz
średnio-długi, lekko pikantny, przyjemny, trochę pieprzu

Sampan Wietnam
Wiecie co? Podzielę się z Wami moim wyobrażeniem-podejrzeniem. Dwa kraje sąsiadujące bezpośrednio ze sobą, dokładnie ta sama butelka, ten sam aparat destylacyjny, zbliżona forma promocji produktu mówiąca o tym, że ręczna robota, ujawnienie procesu produkcji, tylko naturalne składniki, sposób oklejenia szyjki i korka. Nie wiem – to oczywiście o niczym nie świadczy, ale ilość podobieństw w krajach, które nie słyną zbyt mocno z produkcji rumu, i do tego wysokojakościowego skłania mnie do przemyśleń, czy nie jest to jeden i ten sam producent, a pewne uwarunkowania polityczne nie pozwalają o tym wspominać. To tylko moja teoria – absolutnie nic potwierdzonego. Natomiast spotkałem się już z taką sytuacją, więc nie byłbym mocno zdziwiony.
Poza tym – naprawdę bardzo dobry rum. O ile ktoś lubi rumy niestarzone, dzikie i naturalne. Do mojego daiquiri będzie jak znalazł.
Wyprodukowany ze świeżego soku trzcinowego oraz destylowany w alembiku. Zabutelkowany po niespełna roku spędzonym w pojemniku ze stali nierdzewnej w mocy 43%.
Zapach
ziemia, kwiaty, drożdże, owoce egzotyczne, lekko słodkawy, trzcina cukrowa
Smak
do powyższych dochodzi trochę ostrości w postaci pieprzu
Finisz
średnio-długi, lekko wytrawny, owocowy, trawiasty

Trochę prywaty na koniec…

Gdyby tak generalnie przyjąć i spróbować przyporządkować odnosząc się do podziału na style kolonialne, to rumom azjatyckim jest zdecydowanie najbliżej do stylu francuskiego. Bardzo to uogulniam co prawda, ale trochę tak jest.

Jak to w rumach bywa, produkcyjnie jest to całkowicie wolna amerykanka, bez możliwości złapania tego w jakiekolwiek przepisy. Dobrze się dzieje, jeśli producent otwiera się i deklaruje zastosowany proces produkcji, ale zdecydowanie bliżej im do ukrywania procesu niż ujawniania.

Wizerunkowo mało który obszar na świecie wykorzystuje motywy duchowe tak bardzo jak dzieje się to w rumach pochodzenia azjatyckiego. Dla jednych to istotne, dla innych nie do końca. Ważne, aby płyn sam w sobie się obronił.

Tak czy siak różnorodność jest na tyle duża, że każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Paradoksalnie, jadąc w tamte strony na wakacje, próżno szukać w sklepach większości tych rumów. Lokalny rynek konsumentów, szczególnie w małych miejscowościach nastawiony jest głównie na produkt ekonomiczny, który delikatnie mówiąc nie jest najwyższych lotów. I właśnie to jest najczęstszą przyczyną kiepskiej opinii, jaką wystawia się rumom z tamtych stron.

Jak podejść do tych rumów, jeśli już Wam się trafi okazja?
Wstępnie, choć dość powierzchownie wyjaśniłem to w poszczególnych akapitach, natomiast, jeśli:

– zasmakowałeś w prawdopodobnie największej i najłatwiejszej grupie rumów w tzw stylu hiszpańskim, zacznij od rumu Phraya. Jest on zaskakująco podobny do profili dominujących na terenach Ameryki Środkowej, Dominikanie, czy Kubie. Polecam przede wszystkim do picia solo.

– szukasz w rumach pazura, świeżości, intensywności oraz profilu owocowo-kwiatowego, bierz rumy z Japonii – z tego zestawienia: Kiyomi, Nine Leaves, Ryoma, Teeda. Myslę, że wietnamski Sampan spokojnie można również do tego przypasować – trochę taki odpowiednik Haiti.

– preferujesz lekkie, dość świeże i nie narzucające się rumy, spokojnie możesz udać się na wyspę Jawa, a więc Batavia Arrack, Naga, Rum&Cane Asia Pacific, Nusa Cana. Mają one dużo cech wspólnych i myślę, że gdyby były cięższe, mogłyby nie pasować do tamtejszego klimatu. Myślę, że do tego miejsca, choć nie będę się mocno upierać dopasowałbym kambodżański Samai.

– lubisz słodkie, syropowate, przyprawione rumy oraz nie przejmujesz się mnóstwem dodatków do destylatu mających bezpośredni wpływ na ich profil, bierz Don Papę i Old Monka.

Ogólnie bardzo, bardzo ciekawa podróż. Na prawdę.
Kierunek zupełnie niedoceniany, a mogący dać wiele fajnych doświadczeń.

Polecam spróbować!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*